Zupa tajska z owocami morza

Pewnie nie jeden Taj by się uśmiał dowiadując się, że mój nietypowy miks wszystkiego nazywam zupą tajską z owocami morza. Jest to wersja domowa, więc reguły i ograniczenia nie mają tu wstępu. Jest to zupa tajska inaczej, oprócz standardowych smaków owoców morza, imbiru, ostrości chili i aksamitu mleczka kokosowego, można w niej znaleźć inne ciekawe skarby Azji: pędy bambusa, grzyby mun, i kiełki fasoli mung, które świetnie udają makaron. Jest orientalna i sycąca, a sama osobiście mam do niej ogromną słabość i tą słabością zaraziłam domowników. Wy również dajcie się zarazić.
Składniki:
- 500 g owoców morza
- 1 cebula
- 1 papryczka chili
- 4 ząbki czosnku
- kawałek imbiru (około 4 cm)
- 1 limonka
- 1 łyżeczka pasty curry
- garść suszonych grzybów mun
- kiełki fasoli mung (1 słoik)
- pędy bambusa (1 słoik)
- kilka mini kukurydz konserwowych
- mleczko kokosowe (puszka)
- sos sojowy
- sól
- oliwa z oliwek do smażenia
Wykonanie:
Grzyby mun zalewamy ciepłą wodą do zmięknięcia. Cebulę kroimy w drobniutką kostkę. W dużym garnku o szerokim dnie rozgrzewamy oliwę z oliwek i podsmażamy na niej cebulę, że się zeszkli. Czosnek, chili i imbir kroimy w drobniutką kosteczkę i dodajemy do zeszklonej cebuli. Całość smażymy około 3 minut. Następnie dodajemy owoce morza, ja używam mrożonych. Garnek przykrywamy i smażymy całość około 10 minut. Owoce morza powinny puścić w tym czasie soki, które są esencją tej zupy. Dodajemy w międzyczasie pastę curry oraz sok i skórkę z limonki. Następnie całość zalewamy 1 litrem wody najlepiej wrzątku i dalej gotujemy. Do wywaru dodajemy odsączone z zalewy pędy bambusa i kiełki fasoli mung oraz kilka kukurydz. Grzyby odcedzamy z wody i również dodajemy do zupy, jeżeli są bardzo duże warto je pokroić na drobniejsze kawałki. Całość gotujemy do połączenia się smaków około 15 minut. Na koniec dodajemy mleczko kokosowe, przyprawiamy do smaku solą i sosem sojowym, po doprawieniu doprowadzamy raz jeszcze do wrzenia i gotowe.
Smacznego!


